Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kwiaty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

Nadal przeplatam firanę -pudełko na "cośki"

Kochani na początku pragnę podziękować za tyle jakże budujących  komentarzy pod moimi pierwszymi różami ze wstążek  tutaj .Nie myślałam ,że aż tak mogą się podobać moje kwiatki ,choć do ideału im jeszcze daleko.
Pragnę również przywitać nowych obserwatorów ,znów troszkę Was przybyło na mych włościach.
Rozgoście się kochani ,bo na nudę u mnie nie macie co liczyć.

Zastanawiam się czy najpierw opowiedzieć jakiś kawał czy może zostawić sobie żarcik  na zakończenie.
Zanim wrzucę fotki przemyślę sprawę od czego zacząć.

Długo nie trwało moje myślenie,bo już wiem co Wam na początek pokażę .

Skoro mamy od dziś kalendarzową wiosnę to taka fotka powinna być odpowiednia

Skoro dla humoru było to teraz czas na prawdziwe wiosenne piękno 



A teraz będą już tylko same nudy ,czyli moja spółka z firaną 

Kolejna przeplatanka firany  powstała w kolorach jakich wtedy  miałam najwięcej w domu.
Gdy zaczynałam  robić  tą pracę stawiałam bardziej na wymyślenie skośnego przekładania wstążek niż kolorystykę .
Chciałam aby moje paski były nie tylko w poziomie i pionie ,ale też po skosie.
Udało się to osiągnąć ,jestem zadowolona z tych przełożeń i wycinania przęseł w firanie.
Zdaję sobie sprawę   ,że nie będzie wśród Was wielu amatorów na taka kolorystykę .
Część z Was wypowiadała się na ten temat  w swoich pracach podczas zabawy kolorystycznej i wiem ,że pomarańcz do pupilków nie należy.
A ja lubię pracować z wszystkimi kolorami,nawet tymi za którymi nie przepadam .

Ja tu gadau gadu ,a Wy nadal  nie wiecie cóż powstało.
Już mówię ,nic specjalnego.Zrobiłam zwykłe pudełko w formie sześcianu  tzw.  " pudełko na cośki",ponieważ zawsze się znajdzie coś , co do niego będzie można  wrzucić .
Mogą to być zwykłe słodycze,koraliki czy inne pierdolitka latające luzem po szufladzie .
Umyśliłam sobie ,że każda jego ścianka będzie inna .
Pierwszą ściankę mieliście okazję widzieć ostatnio,bo znajduje się na niej róża , dla przypomnienia pokazuję 


A teraz zapraszam do oglądania mojego sześcianu z( prawie ) każdej strony,bo uznałam, że robienie samego spodu jest  bez sensu,skoro  nikt nie będzie zaglądał pod spódnicę tego pudełka .













Porównanie obu bocznych ścianek 


A tak wygląda tył  "cośkowego"pudełka 




Praca z tym pudełkiem była  super,a ja  świetnie  zrelaksowałam się.
Czasowo troszkę  trwało zanim  poprzeplatam się  te wszystkie wstążki ,ale myślę ,że warto było zrobić coś takiego.

Ostatnio dokonałam zakupów wstążkowych ,także kilka prac z firany mam zaczętych  i chyba będę musiała odliczać jakąś rymowankę co kończyć jako pierwsze,bo chciałoby się zrobić wszystko naraz,a tak się niestety nie da.

Rozrobiłam dziś trochę zimnej porcelany ,muszę polepić ,aby nie wypaść z wprawy.

Ciągnie mnie także do tych różyczek wstążkowych , nie mam kiedy je zrobić ,a projekty w głowie kotłują się .
Chciałoby się dużo,ale wiosna na to nie pozwoli,są ważniejsze sprawy na pierwszym planie.
Ile będę mogła robić to zrobię ,reszta poczeka na spokojniejszy czas.

O zasoby firanki nie martwcie się ,mam jej ok 7m długości ,w życiu tego nie przerobię haha:)

Kochani na dziś to tyle ,będę się żegnać z Wami życząc spokojnego wieczoru i jak najwięcej słonecznych dni .

Buziaki :)








czwartek, 19 marca 2015

Różyczki wstążkowe -pierwsza próba

Moi mili za oknem zrobiła się piękna wiosna,aż miło było  dziś popracować w ogródku i dotlenić wszystkie komórki ciała.
Nadmiar tlenu sprawił ,że jestem tak śpiąca i rozziewana,że nie wiem jak doczekam godziny 22.
Co chwilę kopara mi otwiera się  i wydaję głośne odgłosy uuuuuuaaaaaaaauuu!!!!


Jednak uwielbiam takie fizyczne zmęczenie ,kiedy na nogach ledwo stoję ,ręce opadają ,zakwasy się odzywają a ja wreszcie odzyskuję spokój po wczorajszym dole.
Podobno weekend będzie gorszy ,więc korzystałam ze świeżego powietrza ile tylko mogłam i czas na to pozwolił.

To tyle tytułem wstępu.
Czas przejść do głównego tematu dzisiejszej pisaniny 

*********

W swoim skromnym dorobku rękodzielniczym mam sporo kwiatów z różnych materiałów.Były już z papieru,krepiny,porcelany,bibuły,recyklingu itp.Jednak ciągle brakuje do kolekcji różyczek ze wstążek i na takie ostatnio się porwałam .

Ciekawość przezwyciężyła nad całą resztą i musiałam chociaż spróbować czy sprawdzę się w tej technice.
Na warsztacie obecnie królują wstążki ,więc nadszedł czas aby  przekonać się czy podołam .
Nie mówię tu o hafcie wstążeczkowym ,bo tego na razie kompletnie nie ogarniam.
Jednak pojedynczą różę udało mi się cudem   wykonać ,a właściwie uszyć co u mnie jest nie lada wyczynem ,bo my z igłą nie bardzo się lubimy.

Nie czekam aż użyję ich do jakiś prac,bo muszę koniecznie  je pokazać ,abyście ocenili czy moje starania ujdą w tłoku.

Jako pierwsza powstała różyczka ze wstążki w kolorze ecru i jest ona częścią jeszcze nieskończonego projektu,także całości nie mogę na razie pokazać .


Druga powstała w kolorze czerwonym, również o szer.2,5 cm.
Jak widać ta róża już troszkę lepiej się ułożyła,ale do perfekcji jej bardzo daleko.
Najważniejsze,że się nie poparzyłam ognistym płomieniem świeczki ,a igła była na tyle łaskawa ,że mnie jakoś słuchała :)

Przy ich tworzeniu inspirowałam się moimi różami z zimnej porcelany .
W necie jest dużo różnych filmików ,więc najpierw  pooglądałam troszkę ,a potem  i tak po swojemu wypracowałam  własne układanie płatków,aby były zbliżone do tych porcelanowych .
Czy mi się to udało ocenicie sami ,ja jestem w miarę zadowolona z takiego efektu,choć pracy jeszcze sporo przede mną .



A ponieważ jestem padnięta,a mam jeszcze coś do zrobienia,  uciekam  życząc Wam udanego wieczoru.

Buziaki :)







czwartek, 19 lutego 2015

Długa przeprawa przez hiacynty z zimnej porcelany

Czołem moje mróweczki:)

Dziś będzie mowa o kwiatkach  i to nie byle jakich, bo wiosennych .
O takich ,gdyby ktoś czasem nie wiedział jak wyglądają haha:)

Starałam się jak mogłam, aby były podobne do tych rzeczywistych.
Jednak zanim je  pokażę  to muszę Wam opowiedzieć jak powstawały.

Na hiacynty miałam chrapkę już od roku,ale wydawały mi się nie do ogarnięcia.
W końcu któregoś dnia stycznia tak mnie naszło,że powiedziałam sobie :jak to ja nie dam rady?
No i dałam radę ,kwiatki zaczęły jakoś wychodzić i przypominać te żywe .
A tak wygląda początek przygody z hiacyntami.
Możecie zauważyć na zdjęciu jak kolor zmienia się po wyschnięciu.Te jasne są świeżo ulepione,a ciemne to już po wysuszeniu.

Jednak co się okazało ,zrobiłam ich za mało,a masa się skończyła.
Nie udało mi się już dorobić takiego samego koloru ,więc zrobiłam z tych kwiatów kulę ,która prezentuje się tak.

NIEWYPAŁ nr.1

NIEWYPAŁ nr.2 
Za kilka chwil znów powróciłam do tematu tych kwiatów,bo jakby nie było nie udało mi się zrobić hiacynta.
Uparcie znów lepiłam kwiatki sześciopłatkowe,jednak tym razem wyszło mi ich za dużo .
I znów niewypaliło tak jak chciałam  ,bo kwiat wyszedł mi za duży ,szczególnie jak dorobiłam mu cebulkę ,bo zamarzył mi się  taki jak z doniczki 
Na koniec spaprałam go lakierem i jestem wściekła sama na siebie.
Ale pokazuję Wam ,abyście mieli porównanie  i świadomość,że nie wszystko się zawsze udaje.
Gosia coś ostatnio mi wspominała ,że mam zrobić coś do skrytykowania ,więc proszę możesz się wyżyć na tym kwiatku.


 Długo nie trwało nim podjęłam ostatnią próbę .
Z nerwów już nie bawiłam się środeczkami tych kwiatów,tylko zrobiłam je proste, a nie jak w powyższych nacinane.
Zmieniłam też kolor na różowy, bo coś z tym fioletem nie szło nam w parze.
Kwiat wyszedł mniejszy ,zgrabniejszy i ten już mi się właściwie podoba,nawet bez tej cebulki,której już mu raczej nie dorobię .
Ma ok 20 cm i już dumnie przystraja mi okno w salonie.




 Tym razem z resztek kwiatuszków zrobiłam jeszcze kulę ,bo szkoda, aby się zmarnowały moje wypocinki.
zimna porcelana
zimna porcelana


Kochani i  to na tyle co miałam dziś do przekazania i pokazania.

Jeśli się Wam spodobały moje kwiatki to będzie mi bardzo miło,jeśli nie to też jakoś przeżyję ;)

Nie rozpisuję się dziś zbytnio,bo pewnie niebawem wpadnę znów z kolejną pracą ,a trochę ich powstaje.

Do zobaczyska 

Danutka:)))








czwartek, 5 lutego 2015

Przywołuję wiosnę zimną porcelaną :)


Nadszedł czas abym i ja troszkę pobawiła się  i zmierzyła z Waszymi wyzwaniami.
A zaczęłam od naszej Ilonki,u której próbujemy  w środku zimy przywołać  wiosnę .
Ilonka zapragnęła ,aby powstały przeróżne  kwiaty a  na blogach zrobiło się wiosennie i bardzo kolorowo.
O wszystkich szczegółach poczytacie u organizatorki  <klik>
Tyle pięknych prac kwiecistych już powstało,że nie sposób się nie przyłączyć do zabawy.
Także zapraszam serdecznie tych co jeszcze nie wiedzą o zabawie, namyślają się  lub są niezdecydowani .



Jako ,że  ostatnimi czasy jestem  bardzo" kwiatowa" , ciągle coś lepię w tym temacie to nie mogłam sobie odmówić  przyjemności,aby  nie zgłosić się do kwiecistej  zabawy.
Pomysłów miałam tysiące ,jedna myśl goniła drugą.
Jednak po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam ,że postawię na prostotę , nie  będę wydziwiała i wymyślała  cudacznych prac a zrobię to co lubię najbardziej  i chyba  troszkę umiem,tak mi się wydaje haha .
Pobawiłam się we florystkę .
Powiecie cóż to za sztuka poukładać kwiatki w jakiś bukiet.Owszem niby to potrafi każdy,jednak w moim przypadku to nie jest wcale takie proste.
A niby dlaczego ,ktoś spyta?
Otóż musiałam sobie te kwiatki sama wyhodować ,a ściślej mówiąc ulepić z zimnej porcelany.
Cały Styczeń tkwię na nauce innych kwiatów niż różyczki.Sporo ich powstaje .niektóre mieliście okazję już zobaczyć tutaj czy tu.
Dziś przyszła pora na pokazanie moich kolejnych wypocin .
Kochani wiem ,że jeszcze długa droga przede mną ,sporo do poprawienia ,dopracowania i dopieszczenia.
Mam wrażenie ,że te kwiaty robi się trudniej niż różyczki,ale może to kwestia wprawy,której na razie mi brakuje.
A cóż takiego powstało: żonkile ,narcyze,margaretki czy też margerytki,niezapominajki i ...
 ???
O tym za chwilę .
Jednak wstawienie powstałych kwiatów do wazonu byłoby  zbyt prostym rozwiązaniem ,dlatego postanowiłam stworzyć z nich kompozycję w drewnianym wiaderku,w którym dostałam prezent gwiazdkowy od mojej córci.
Wiaderko jest sporych rozmiarów,a kwiaty wielkością są zbliżone do prawdziwych .
Zapraszam do małej galerii 








Pisałam wcześniej ,że pojawią się też inne kwiatki.
Oto one ,moje wypociny w postaci gałązek bzu.


Z reguły nie lakieruję kwiatów,ale przy bzach diabeł mnie podkusił i to zrobiłam .
Nie wiem jak Wam,ale nadal chyba pozostanę przy wersji bezlakierowej.Tak już mam ,że wolę bardziej matowe prace niż świecące się jak psu dzwońce.
Nie będę też narzekać ,że te najciemniejsze to miał być ciemny fiolet a wyszło na fotkach nie wiadomo co .


Oczywiście nie mogło też zabraknąć ukochanej juty i koronki

Czasami takie wiadro może poudawać koszyk ,bo jak to przy wszystkich wiaderkach bywa rączka jest zawsze ruchoma.


Całą kompozycję kwiatów zgłaszam na wyzwanie do Ilonki
Kochana mam nadzieję ,że udało mi się Ciebie choć w małym stopniu zaskoczyć ,a wiem ,że to wcale nie taka prosta sprawa.



Na tym kończę i w podskokach biegnę do głodnej żabci,która pewnie tylko czeka na kwiecistą kolacyjkę .

Przy okazji zapraszam na małe podsumowanie styczniowych niebieskości klik

Kochani a Wam dziękuję za każde dobre słowo,odwiedzinki  i udział w moich zabawach.

Pozdrawiam Was cieplutko 

Danutka:)))








niedziela, 25 stycznia 2015

Co było kotem w worku?

Kochani witajcie w niedzielne popołudnie.
Mam wolną chwilkę ,więc zasiadam z kawusią, aby odezwać się Was moje mróweczki i opowiedzieć co w trawie piszczy.
Winna jestem Wam wyjaśnienie dlaczego moje candy było dwuetapowe .I tu idealnie Ania trafiła z odpowiedzią ,mimo ,że pytania nie zadawałam .
Jej odpowiedź znajdziecie w komentarzach tutaj

To była moja druga rocznica ,a blog  skończył w listopadzie  dwa latka (w tej chwili jest już ciut więcej)więc aby było sprawiedliwienie to za każdy rok blogowania jedno losowanie.A to znaczy,że na 3 urodzinki być może będą to 3 możliwości do zgarnięcia małego upominku jaki przygotuję .Mówię chyba bo nigdy nie wiadomo,co może się wydarzyć po drodze i do łba mi  strzelić .

Druga sprawa to muszę w końcu Wam pokazać co było tym kotem w worku

Nie chciałam tego robić przy ogłoszeniu wyników ,bo miała to być niespodzianka dla wygrywającej aż do samego końca i pojawienia się u niej  listonosza z przesyłką 
Czy mi się udało Renię zaskoczyć nie wiem  ,pewnie o tym sama kiedyś napisze.

A wracając do tematu kota to zanim go pokażę muszę powiedzieć co mi chodziło wtedy po głowie.
Nie wiedziałam kto wygra losowanie,ale miałam ogromną ochotę poeksperymentować z kolorami.
Jakoś nigdy nie łączyłam(jeśli idzie o kwiaty) w pracach koloru brązowego z różowym i na to postawiłam .

Początkowo myślałam o świeczniku ,ale doszłam do wniosku ,że sporo ich powstało i pewnie co nie jedna nie może już na nie patrzeć.
Dlatego postawiłam na obrazek ,który w każdym  domu może znaleźć gdzieś swój kąt,a jak nie to jakiś kawałek ściany  w piwnicy czy na strychu też się znajdzie,aby go powiesić .

I w ten oto sposób powstał rożek obfitości nr 2,który prezentuje się następująco.











Sporo fotek wrzuciłam,ale pogoda jak je robiłam była wtedy maskaryczna,zresztą dziś nie byłoby nic lepiej.
Wszyscy chwalicie się śniegiem,że jest jaśniej na dworzu,miło i zimowo   a u mnie go nadal nie widać:(

I na sam koniec jeszcze  jedna sprawa,o której zapomniałam ostatnio  wspomnieć .

Ilonka znana jako Angela masa solna  ma ostatnio problemy z blogiem ,coś jej się popsuło ,a ona bidulka nie wie jak sobie z tym poradzić .
Dlatego póki wszystko się u niej nie unormuje to proszę Was w jej imieniu i swoim  o cierpliwość i o zrozumienie.
Nie złoście się jeśli nie możecie wejść do niej na bloga i nie możecie napisać komentarza.
To przecież jedna z nas artystek-kolorystek czyli nasza rodzina ,więc bądźmy wyrozumiali .
Gdyby ktoś miał jakiś pomysł jak jej pomóc ,to proszę o kontakt z Angelą lub ze mną .

Z innych spraw muszę Wam powiedzieć ,że mam też pomysł na bardzo szybki i myślę ,że ciekawy tematycznie  konkurs ,ale nie wiem czy będą na niego chętni, bo sporo jest ostatnio na blogach zabaw i wyzwań .
Także piszcie kochani jak u Was z czasem i chęcią bawienia się u mnie .Pewnie niektórzy powiedzą ,że jeszcze niebieska praca nie powstała a ta znowu coś wymyśla.
Owszem bywa i tak ,ale  czasem potrzebujemy porządnego kopniaka aby ruszyć dupsko i zabrać się do roboty.A często czytając Wasze wypowiedzi widzę jak narzekacie na brak weny itp.
Może taka zabawa pobudzi Wasze szare komórki i zmysły.

Czekam na Wasz odzew w tej sprawie .

A teraz znikam na Wasze blogi ,bo znów tyle śliczności powstało ,a ja nie zdążyłam je skomenować i pochwalić .

A teraz życzę udanego wieczoru :)
Do zaś 


Danutka:)))