Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puszki i słoiki dekoracyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puszki i słoiki dekoracyjne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Komplet fioletów i usprawiedliwienie

W minionym tygodniu narobiło się ,oj narobiło.
Myślałam ,że moje chrypolenie jakoś przejdzie,poskrzeczę, pocharczę i się ode mnie odczepi.Jednak ono ani myślało i zapoczątkowało takie choróbsko,które zwaliło mnie z nóg i wylądowałam na kilka dni w łóżku.
Masakra na całej linii,nie mam siły na nic,jestem wykończona i chorobą  i leżeniem ,bo  w łóżku ledwo wytrzymuję jeden dzień, a tu się nie dało tak szybko rozprawić z gadziną  .
Nadal nie jest dobrze,ale dziś wreszcie puściła mi gorączka,więc jest nadzieja na lepsze.
W sprawach przeziębieniowych  chodzę do lekarzy jak już muszę i kiedy wszelkie domowe sposoby zawodzą.
Jeśli do jutra nie poczuję poprawy to pewnie wyląduję na antybiotyku:(

Za oknem takie piękne słoneczko,ciepełko ,prawdziwa wiosna, a ja muszę kisić się w chałupie wrrrr.
A ja tak chcę już coś porobić ,złapać za firanę ,uczyć się haftu,coś polepić -planów cała masa:)

Namnożyły mi się zaległości, ale zerkałam przed chwilą i już wiem,że moje artystki spisują się na medal,bo podochodziły nowe prace.
Kochane dotrę do Was na 100% ,ale na razie muszę sama ze sobą dojść do ładu.

To tyle jeśli chodzi o moje usprawiedliwienie.

******
Zacznę od banerka i  moich upodobań do fioletów.

Patrząc na przekrój moich prac ,to lubię z tym kolorkiem pracować.
Jeśli coś nowego wymyślę ,coś seryjnego to obowiązkowo fiolety również się pojawiają .
Tak było i z kwiatami,różami czy stroikami.
Ten kolor działa na mnie uspokajająco i pobudzająco kreatywnie.
Niekoniecznie muszę ubierać się w te kolorki,ale praca z nimi czy jakieś dodatki w domu są jak najbardziej wskazane.

Miałam w planach skończyć  inną fioletową pracę,ale chyba nie dam rady ,więc zaprezentuję to co powstało z firanki w fioletach .
Trudno kto liczył na zaskoczenie to  niestety zaskoczenia nie będzie.

Najpierw powstała puszka z gatunku tych co to mogą  robić za wszystko;)




Wcześniej podobną osłonkę tutaj  dostała ode mnie Jadzia, w nagrodę za wygrany konkurs z serduszkiem 

Jako,że jestem  świecznikowa babka i to  pełną gębą ,to z każdego materiału z jakim pracuję zawsze coś powstaje w tym temacie.
Co prawda powstały już malutkie świeczniki z wykorzystaniem firany,ale ten dzisiejszy ma jej najwięcej.
Do fioletowego  kompletu dorobiłam świecznik ,ale tym razem kaskadowy.
Pobawiłam się  przeplataniem tasiemkami i powstała taka  cegiełkowa postać.A na koniec dorzuciłam róże z zimnej porcelany i jakieś a'la kwiatki z firanki z drewnianym koralikiem
Czy sie spodoba ?
Za chwilę się przekonam










I ten to komplet zgłaszam do 

Jak widać na razie nie  odpuściłam żadnego koloru i jadę na równi z moimi kochanymi artychami.

****
Odnośnie kumpla dla naszego Stefcia  to chyba jestem z tego pytania zwolniona :)
Jednak mogę śmiało powiedzieć ,że pojawiły się  fajne pomysły i kto wie czy czasem nie rozmnoży się nam ta gromadka,bo jedną propozycję wybrać byłoby grzechem.
Ale pożyjemy,zobaczymy co tam inni uczestnicy jeszcze zaproponują.

Spytałam mojej Karoli jakiego towarzysza zaproponowała dla Stefka i mi rzuciła przelotem takie zdanie 

"Do tej Waszej żabuli pasuje ślimak Henio"



 A żeby nie było ,że dziś smęcę za bardzo i nie śmieję się( z wiadomej przyczyny ) to mam dla Was króciutki  dialog ślimaków


Do usłyszenia mróweczki :)










sobota, 14 marca 2015

Dziewczyny lubią brąz i coś dla miłośników koni

Jest sobota wieczór ,za oknem pogoda masakryczna, pada, wieje i psa z kulawą nogą by nie wygonił.
A ja siedzę sobie w mięciutkim fotelu i skrobię kilka słów do Was moi drodzy.
Z czym dziś przychodzę można łatwo się domyślić ,bo co zamierzam robić  pisałam ostatnio .
Będę Was dalej męczyć firanowymi tworami.
A dzisiejsza praca jest kompletem ,takim  czekoladowo-cappuccino-waniliowym.
Składa się ze znanego  Wam  świecznika ,aby Anula nie narzekała,że spółka Knocik upada.
A powstał on dla Jadzi w nagrodę za najlepsze serduszko w konkursie Serce 3d.
Oczywiście przesyłka już do niej dotarła ,Jadzia jest zadowolona ,więc niespodzianka udana, a ja z czystym sumieniem mogę pokazać cóż takiego dla niej powstało.
Znając gusta zwyciężczyni ,jej ulubione kolory wiedziałam ,że praca recyklingowa z pewnością przypadnie jej do gustu i jest tym co lubi najbardziej.
Dlatego moja firana poszła w ruch i powstał taki oto komplet



Jak moje świeczniki z zimną porcelaną wyglądają wiecie doskonale,więc jedna fotka powinna wystarczyć 


Za to kilka słów wyjaśnienia należy się drugiemu elementowi kompletu.
Po raz pierwszy spróbowałam wypleść  serce ze wstążek i chyba mi się to nawet jakoś udało.
Powstała ni to osłonka na kwiatka ,ni to jakieś pudełko na różności ,już sama zainteresowana będzie wiedziała najlepiej co z tym robić .
Dla celów fotkowych włożyłam kwitnące żywe różyczki 







Zdradzę Wam ,że powstały już kolejne serduszka ,troszkę inne i będę z nimi coś robić,ale na razie nie zdradzam  .
Także zaglądajcie do mnie jakie mam na nie wykorzystanie .

Dziś było krótko ,ale chyba treściwie .

Dziękuję za to,że zaglądacie i jesteście wtedy kiedy Was potrzeba najbardziej.

*****
Właśnie się zorientowałam ,że w poście nie ma ani jednego mojego haha:)
Muszę to poprawić aby nikt nie nabrał podejrzeń czy ja to ja :)
Nie myślcie sobie,że humor mi nie dopisuje .On jest jak zawsze na swoim miejscu,a gęba ma jest ułożona w banana
Wczoraj, gdy  rozmawiałam z Gosią napisałam jej  ,że mam śmiech jakby koń na blachę lał i  obie śmiałyśmy się jak głupie do monitorów,no może ona bardziej, bo ja przywykłam już do mojego głupiego powiedzonka, a dla niej to była nowość .

A skoro jesteśmy w temacie "koniowym" to może taki mały żarcik na wieczorne humory

Rozmawiają dwa ślepe konie:
Będziesz startować jutro w Wielkiej Padrubickiej?
Nie widzę żadnych  przeszkód.....

albo ten 

Panie doktorze,mój mąż jest koniem .Zgodziłam się ,żeby podkuł sobie buty,ale wczoraj zaczął jeść siano!
Kochana koniecznie jest leczenie.
Niestety będzie ono bardzo kosztowne.
Nie szkodzi ,mąż wygrał ostatnio 3 gonitwy.

I na koniec coś dla Gosi za wczorajsze nocne pogaduchy 



Dobra,zmykam kochani,bo zacznę wypisywać jeszcze większe głupoty.
3-majcie się moje mróweczki.



niedziela, 26 października 2014

Mikołajki ????? Jutowania ciąg dalszy :)

Cześć i czołem !!!
Kochani zacznę dziś od chwalenia się ,bo jak tego zaraz nie zrobię ,może mi umknąć, a bardzo nie chciałabym tego.
Dostałam w piątek małą paczuszkę ,ale nie uwierzycie od kogo-mikołaja:)

Rozumiem ,że gdyby był koniec listopada,grudzień ,ale w październiku?
Jak widać każda pora roku jest dobra ,aby kogoś obdarować jakimś upominkiem . 
Wiem coś o tym bo sama czasem to robię ,tak z zaskoczenia ,także mój drogi mikołaju miej się na baczności ,bo od dziś nie znasz dnia ani godziny hahaha:)
Adresik nic mi nie mówił, bo takich mikołajów o tym imieniu jest na blogach sporo.Musiałam nieźle pogłówkować, aby sobie przypomnieć ,gdzie coś takiego już widziałam .
No i muszę przyznać ,że owa pani mikołajkowa zrobiła mi tak śliczną niespodziankę i tak piękną kolorystycznie ,że możecie mi pozazdrościć haha:) .
Do tego jeszcze panuje u mnie zabawa w brązowe kolorki,także wszystko pięknie się układa jak jakieś puzzle.
Jedno mogę stwierdzić jestem zachwycona i szczęśliwa,że taki śliczny otulacz jest w moim posiadaniu,bo ja strasznie nie lubię marznąć w szyję .Rękawiczek mogę nie nosić,nawet jak są duże mrozy  ,ale szyję otulam zawsze  .
Mikołajku mój kochany ogromniaste podziękowania ślę w Twą stronę .
W podziękowaniu ułożyłam nawet takie oto serduszko otulaczowe z mojego prezenciku,który na zawsze będzie mi Ciebie drogi mikołaju przypominał.

A do przytulaśnego otulacza była jeszcze dołączona cudna karteczka 

Druga sprawa to dziękuję za wszystkie komentarze,jakie się u mnie pojawiają .
Potraficie dawać takiego kopa,że najchętniej nie spałabym tylko wciąż tworzyła.
Mam miliony pomysłów,projektów,tylko jak zawsze najgorzej jest z czasem .

*************
I na koniec zostawiłam moją nową pracę.
Ostatnio Kasia napisała śliczny wierszyk dla nas Artystek-Kolorystek,to i mnie natchnęło.Nie, no wiersza się nie spodziewajcie,bo ja na tym się nie znam,ale zrymować mi się zdarza dosyć często 
Moje hasło na dziś brzmi:

"KUPIŁAM SOBIE JUTKĘ I ZASZALAŁAM Z NIĄ CIUTKĘ "

Tłumacząc na nasze wykorzystałam jutę jaką zamówiłam u naszej koleżanki Bożenki ,która była taka wspaniała,że mi ją kupiła i przesłała.
To jest to czego poszukiwałam ,juta jest gruba ,sztywna i do tego pachnie tymi worami jakie pamiętam z dzieciństwa jeżdżąc na wykopki.
Jeszcze raz Bożenko ogromnie Ci dziękuję za przysługę :))

A teraz już przechodzę do mojej kolejnej pracy.
Kupiłam latem  w Biedronce 1 kg landrynek, w takim dużym słoju,głównie dla niego to zrobiłam .
Wreszcie został opróżniony przez podjadaczy słodkości i mogłam sobie go dokładnie umyć ,wyszorować od kleju i jakoś ją ozdobić.
Padło na jutę ,bo kocham takie klimaty.
Tu nie trzeba było zbyt wiele miało być prosto ,szybko i gotowe.
Może z tą szybkością to aż tak mi nie poszło ,bo robiłam sama guziki i serduszka z zimnej porcelany i najpierw czekałam aż wyschną .
Do tego zdobyczne w dżampie koronki oliwkowo-szarawe,z których wykonałam dwa kwiatki .

Na razie nie wiem na co go przeznaczę,ale już dumnie stoi sobie w kuchni i czeka na jakiś wrzut do niego.Może to będą suszone grzybki,oj nie wiem .
 Szkoda ,że nie kupiłam takich dwóch,tylko kto by pożarł tyle cukierasów,bo ja przecież mam dbać o dietę a nie dogadzanie sobie .

Aby fotki zrobić leciałam wczoraj do ogródka ,a było tak zimno,że pazury zmarzły mi na kość.Zaczęły się pierwsze przymrozki i jak pomyślę,że zacznie się robienie zdjęć w domu to poważnie zastanawiam się nad namiotem bezcieniowym .Tylko koszta  tych lamp mnie przerażają,a przecież latarką nie będę sobie oświecać .

No dobra już nie gadam więcej ,tylko pokazuję kika ujęć 






Coś mi się zdaje,że jeszcze  przez jakiś czas będę Was nadal męczyć jutowymi pracami i niestety świecznikami,które  nadal będą się pojawiać,bo ich produkcja trwa nadal.

Całuski na niedzielę :)


czwartek, 5 czerwca 2014

Mereżkowa puszka

Witajcie !

Jak mnie coś zafascynuje to nie ma bata,żebym spoczęłam na oglądaniu i czekaniu na odpowiedni moment.Muszę od razu próbować ,kombinować mimo iż jestem  bez jakiegokolwiek przygotowania.
Tak jest z tym nieszczęsnym hardangerem,nie popuszczam i jadę dalej z koksem .

W oczekiwaniu na materiały potrzebne do tej techniki ,nie wytrzymałam i musiałam coś zrobić w tym temacie.Nie jest to praca typowo hardangerowa ,bo po pierwsze zrobiona na tej mojej dziadowskiej ,przerzedzonej kanwie,po drugie zastosowałam w niej więcej mereżki niż tego co jest większością w takiej technice.
Ale nic nie może iść na zmarnowanie,ani materiał ani czas, a każda minuta poświęcona na robienie czegokolwiek nie jest stracona bo czegoś uczy.

Pisząc tego posta mam już porównanie mojej kanwy   do materiału  hardangerowego,gdyż przesyłeczka dotarła.
Muszę Wam powiedzieć,że moja kanwa zawiera poczwórne niteczki osnowy ,natomiast w hardangerze jest ich dwie i do tego zastosowany jest tam inny splot nitek,dzięki czemu można je wyciągać  i wycinać .

A skoro juz coś tam poprzeplatałam to trzeba było gdzieś wykorzystać. Nie zastanawiając się zbyt długo wzięłam puszkę po kawie inka ,okleiłam beżowym materiałem ,a na to poszło moje wymyślone mereżkowanie.

Zreszta zerknijcie na fotki 






Góra puszki została ozdobiona jednym z elementów hardangerowskich i wykończona szydełkową włóczką 



Wiadomo puszka szału nie robi,ale każde nowe doświadczenie jest  bezcenne, co powtarzam wielokrotnie i przy najbliższej okazji.


A moje początkowe prace w tej technice znajdziecie tutaj  i tu.

Kochani są już też wyniki wyzwania "świecznik",gdyby ktoś przeoczył wystarczy kliknąć tutaj .Znajdziecie tam również pewne zapytanie do uczestników moich wyzwań ,na którego odpowiedzi czekam niecierpliwie.

Na dziś to tyle,uciekam bo lecę pomaluśku robić się na bóstwo.W sobote idę na weselicho ,więc trzeba jakoś doprowadzić się do ładu i składu.

Dziękuję ,że jesteście bo gdyby nie Wy to wszystko nie miałoby sensu.

Całuski czwartkowo:))))

DANUTKA:)))





poniedziałek, 12 maja 2014

Mój haft po latach przerwy

Witajcie  kochani.
Tak jak obiecałam wczoraj , dziś znów jestem i piszę do Was kolejne słowa,chcąc podzielić się kolejną pracą .

A praca ta jest bardzo wyjątkowa dla mnie ,bo chodzi o haftowanie po ponad 20 latach przerwy.
Gdyby ktoś mi jeszcze tydzień temu powiedział ,że będę wyszywać  to odpowiedziałabym ,aby spadał na drzewo.
Bo ja  i igła to dwa różne światy.Myślałam ,że już z tego wyrosłam  i podczas przeprowadzki powywalałam wszystkie wzory, książki i co tam miałam potrzebnego do haftu.Zostawiłam tylko jakieś resztki muliny,na jakieś łatanie podartych gaci haha:)

Aż tu nagle pracując nad moją dzinsową puchą pomyslałam sobie,że na tym materiale fajnie by wyglądał jakiś hafcik.
Po drugie podziwiam jak dziewczyny potrafią cudnie  haftować swoje prace ,więc złamałam  żelazną zasadę i złapałam za igłę i nici.
Oj muszę powiedzieć ,że ręka totalnie wyszła z  wprawy,musiałam się uczyć na nowo i przypominać jak to było.

Ale najlepszy numer to taki,że robiłam to na tzw.wariata ,bez żadnych wzorów,odrysowań ,ot tak z głowy .
W końcu myślę  sobie ,że co tam  jakieś kwiatki  ,inni dają radę to  radę dam i ja.
A oto moje pierwsze kwiatki po przerwie


Tak się rozpędziłam ,że  nawet nie zauważyłam iż mam za mało materiału po dżinsowych spodniach i aby nie mieszać dwóch różnych (chociaż też byłoby fajnie) zaczęłam wyszywać na nowo.
Tym razem w ruch poszły jakieś spodenki .

Właściwie to udało mi się zrobić najzwyklejsze w świecie pudełko ,oklejone dżinsem ,ale też w tym przypadku bardziej się nastawiłam na sam hafcik ,niż wymyślanie nie wiadomo czego.

Dlatego kochani bądźcie bardzo tolerancyjni,przymykajcie oczy na moje błędy i krzywizny ,biorąc pod uwagę resztki muliny i haftowanie  bez żadnego wzoru .

A teraz koniec już babulenia ,zapraszam na krótką sesję zdjęciową .


Szkoda ,że nie mam w domu żadnej włóczki bo pewnie złapałabym również za szydełko(tyle to jakieś  słupki i oczka umiem robić haha) i coś wydziergała ,a tak musiałam się posiłkować gotowym sznurkiem i resztką  tasiemki 

Kurcze coś ta fotka jakaś taka mało ostra,ale na powtarzanie zdjęć nie mam ochoty ani czasu 


Oczywiście z tyłu pudełka hafciku nie ma z braku muliny .A zresztą kto tam na tył mi zaglądnie haha,chociaż  przyznam się bez bicia,że to mnie wkurza na maxa ,bo ja lubię raczej robić wszystko od A do Z.

 A tu już przeznaczenie mojego pudełka dżinsowego,teraz laseczki będą sobie grzecznie stały na baczność , a nie leżały odłogiem w szafce


To tyle czym chciałam się dziś pochwalić :)
Tylko za ostro mnie zjedźcie ,bo rzucę te cholerne muliny i igły w kąt.


Kochani  kolejny temat wyzwania nr.5  już się pojawił <klik>,zapraszam do zapoznania się z zasadami .

Na koniec jeszcze zapraszam do wzięcia udziału w głosowaniu ramki  tutaj  ,które potrwa jeszcze do jutra do północy.
Dziewczyny bardzo liczą na Wasze głosy.


A teraz spadam ,bo zaczynam się rozpisywać.

Całuski poniedziałkowo dla Was 

DANUTKA:)))





wtorek, 6 maja 2014

Pojemnik na zimną porcelanę i wyróżnienie od Lidzi

Witajcie kochani!

Weekend majowy minął piorunem,ledwo wyjechałam a już trzeba było wracać z powrotem.
Właściwie na pogodę nie powinnam narzekać ,bo było całkiem sympatycznie,nie spadła ani kropla deszczu,chociaż zimnisko było okrutne.Z tego co wiem i słyszałam inni mieli o wiele gorzej z aurą pogodową.

Ja tam  narzekać  nie mam na co ,bo ten czas spędziłam bardzo aktywnie,odwiedziłam stare kąty,rodzinkę i powspominałam dawne czasy .
Reszta co ,jak ,gdzie ,z kim pozostawiam dla siebie,muszę mieć troszkę prywatności ,także na fotki wyjazdowe nie liczcie,zresztą aparat został w domu .


Po takim wypoczynku  z przyjemnością zasiadłam do moich robótek i skończyłam to co zaczęłam przed wyjazdem .
Pamiętacie zapewne moją tablicę korkową <klik> ,którą ostatnio miałam okazję Wam pokazać.
Otóż zostało mi trochę materiału dżinsowego ,a dokładniej mówiąc przednie kieszenie,połowy nogawek i pasek.
Zbrodnią byłoby wyrzucenie tak dobrego dżinsu ,dlatego postanowiłam coś z tym zrobić .

Mam w przydomowym ,spożywczym  sklepie znajomą ,która jakiś czas temu znając moje upodobania rękodzielniczo-zbierackie podarowała mi dosyć dużą puszkę po słodyczach.
No i ta pucha  po 2 miesiącach doczekała się swojego ubranka.
Najpierw zanim zaczęłam coś z nią robić musiałam wymyśleć jej jakieś przeznaczenie.
Z tym to raczej nie mam nigdy problemu,bo u osób robótkujących nigdy dość wszelkich pojemnków na pierdolitka wszelkiego kalibru.
Ja przeznaczyłam moją puszkę na ozdóbki z zimnej porcelany ,których troszkę narobiłam i pomaluśku je wykorzystuję w swoich pracach.
Ale ja tu gadu ,gadu a Wy nie macie pojęcia o czym mowa.
No to tak 
To jest owa podarowana  puszka ,na której specjalnie położyłam moje duże nożyce aby pokazać  Wam jej wielkości (dodam tak na marginesie,że pomieści 2,7 kg cukierasów,dokładnie były to tzw.kanoldy).
I ten moment zaważył nad decyzją dekoracji .
Czyli natchnęło mnie pomysłem i  z zapałem zabrałam się do roboty.

W ruch poszła zimna porcelana,z której powstały znów kolejne guziczki  ,różyczki i chyba (?)moje pierwsze i ostatnie nożyce .
Po dokładnym wysuszeniu zapragnęłam moje wyroby pomalować na jakiś kolor pasujący do dżinsu.
I tutaj spotkala mnie miła niespodzianka,bo uzyskałam kolor nie  taki jaki miałam w planach,a zupełnie inny i bardzo fajny.Jednym słowem farba była inna a powstał kolor śliwkowy,który bardzo mi się spodobał.Jednak nie pozostawiłam go w czystej postaci tylko pomaziałam trochę starym złotem .
 Nożyce wyszły mi dosyć kiepsko,ale nie przejęłam się tym wcale ,bo pomyslałam,że to będą  nożyczki po wielu przejściach ups!! znaczy cięciach haha:)
Nie jestem dobrym "ulepiaczem" jak inni i już raczej nigdy nie będę ,ale za to sama przyjemność  tworzenia czegoś nowego  bezcenna -dlatego nie przejmuję się takimi niezbyt udanymi" zlepkami" ,w tym przypadku są to nożyce



Ten warkocz jaki widzicie wyplotłam  ze sznurka  i również potraktowałam  starym złotem.
Jedynie guzik od paska pozostał w oryginalnym stanie i kolorze 




 I z drugiej strony z innym motywem 



Muszę Wam powiedzieć ,że otwór w puszce jest bardzo duży i spokojnie wchodzi moja cała dłoń a nawet dwie ,co jest plusem podczas wyjmowania z niej tego co tam włożę.


Poza tym obiecałam podziękować Lidzi za wyróżnienie jakim mnie jakiś czas temu obdarowała.
Dziękuję bardzo:))
Ponieważ nie podała ,który banerek mam pobrać ,więc nie ruszam żadnego ,za to z przyjemnością na jej pytania króciutko odpowiem 


1. Skąd pomysł na założenie bloga? -U mnie była to reakcja spontaniczna i pod
 wpływem impulsu

2. W jakiej technice najlepiej się czujesz?-Najlepiej lubię robić prace
 mieszane,gdzie mogę połączyć różne techniki 

3. Ulubione kolory i motywy w Twoich pracach?- Co jakiś czas gust mi się 
zmienia,chociaż wierna jestem fioletom,wszystkim odcieniom brązów 
i kolorów natury,a ostatnio ku memu zdziwieniu polubiłam złoto i jego
 różne wariacje

4. Czego nie potrafisz, a chciałabyś umieć?-Oj tego jest cała masa,
z chęcią nauczyłabym się nurkować na dużych  głębokosciach,
sterować i latać balonem ,
a z robótek ostatnio  pociąga mnie  stumpowork 

5. Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, to co by to było?- HaHa,w wyglądzie
 mała korekta by się przydała,ująć tu i ówdzie:)
Resztę pozostawiam bez zmian.


Na koniec dziękuję Wam kochane ,że zaglądacie do mnie ,piszecie mimo iż ja przez te kilka dni byłam z dala od kompa i troszkę Was zaniedbałam

Ale dziś przyrzekłam sobie pozaglądać do Was i zobaczyć co nowego powstało Waszymi zdolnymi łapkami ,co się działo na blogach pod moją nieobecność.Także do kogo nie zdążę zajrzeć teraz zrobię to z pewnością wieczorową porą .

Całuski dla wszystkich :)

DANUTKA:)))