Witajcie kochani :)
Miniony weekend upłynął mi w bardzo doborowym towarzystwie.
Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu ,wreszcie mogłyśmy się spotkać w wybranym przez nas mieście ,czyli dokładniej mówiąc Poznaniu.
A kto na tym spotkaniu się pojawił?
Hania - przezdolna bestyjka i organizatorka imprezy
Anulka -nasza mistrzyni krzyżyków i szalona "finansistka "
Gosia - karteczkowo-porcelanowa kombinatorka i kierownik całego zamieszania
i Ja - największa zdrowotna gaduła,śmieszka i szefowa Cyklicznych Kolorków
Dziewczyny już u siebie pokazały relację z pobytu i pisały jak to wyglądało z ich perspektywy .
Także na początek fotka główna ,która znalazła się u każdej z nas.
Reszta foteczek będzie inna ,także gorąco zachęcam do odwiedzenia Ani,Gosi i Hani ,bo jest o czym poczytać i co pooglądać .
Na mnie na trasie czekała Hania,z którą odbyłam dalszą część podróży pociągiem prosto do Poznania.
Przy kasie nr.1 byłyśmy umówione z Gosią ,która krążyła po peronach jak satelita, nie mogąc dotrzeć do celu.Dopiero dzięki mojej skutecznej nawigacji udało nam się w końcu ją wytropić i odpowiednio pokierować prosto w nasze powitalne ramiona.
Śmiechu była kupa ,mało nam zwieracze nie puściły,zatem trzeba było szybko szukać jakiego WC-ceta, aby nie narobić w pory.
Następnie miałyśmy godzinę czasu, aby uknuć jakiś plan przywitania Anulki .
Z mej strony mogę tylko dodać ,że to była akcja na miarę Jamesa Bonda,bo musiałam się chować po kątach.Po pierwsze po to ,aby Ania mnie nie rozpoznała,a po drugie musiałam dawać potajemne i gestykulujace znaki Hani i Gosi,które były rozstawione na swoich stanowiskach .
Co się dalej działo możecie zobaczyć u Hani na filmiku,także zapraszam .
Natomiast jak Ania to odebrała i opisała poczytacie klikając tutaj.
Następnie wszystkie 4 ruszyłyśmy do hotelu,aby pozbyć się nadbagażu i wreszcie ruszyć na podbój Poznania.
Szczęście nam sprzyjało, bo trafiłyśmy na Jarmark Świętojański,który potrwa jeszcze z tydzień.
Wieczorem padnięte ,ale wciąż umiechnięte wróciłyśmy do hotelu ,w którym na nudę nie można było narzekać .
Odbyła się min.nauka makramy,wymiana doświadczeń ,wykład o zdrowiu oraz wiele ,wiele innych atrakcji o jakich nie wspomnę.
Pokazałam dziewczynom jak w jednym dniu można pozbyć się uciążliwego kataru i bólu głowy.
Poza tym wszystkie musiałyśmy stanąć na ściance gwiazd,do której idealnie nadawała się pasiasta tapeta i czerwony dywan w postaci Anulkowego łóżka (fakt takie głupoty to tylko mogły zrodziś się w mojej głowie haha).
Śmiechom i wariacjom nie było końca ,zresztą zobaczcie sami
Pewnie za tą fotkę dziewczyny mnie ubiją ,ale trudno zaryzykuję ,niech wszyscy widzą jak nam było kolorowo i wesoło
Nocka zleciała nam bardzo szybko,bo któż w takich chwilach mógłby spać. Jedynie nasza Gosieńka ,która z rana się zerwała i była w W-wie 2 godziny za wcześnie niż powinna jako pierwsza przeniosła się do krainy snu.
W niedzielę z rana poszłyśmy trochę poleżakować na obrzeżach Starego Browaru i rozkoszować się cudowną wielkopolską atmosferą .
Pogoda nam sprzyjała,było cudne słoneczko,nie za gorąco i nie za zimno,akurat w sam raz na polegiwanie wśród zieleni.
A na zakończenie naszego dwudniowego pobytu wspólne zdjęcie czterech "waryjatek "
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy :(
Nienawidzę pożegnań ,bo jestem bardzo uczuciowa i zaraz zbiera mi się na płacz.
Próbowałam nadrobić miną i uśmiechem ,ale w sercu aż się gotowało,bo
"Takie chwile jak te,nie zdarzają się zbyt często ...."
Nieubłaganie nadszedł czas rozstania ,a ponieważ trochę zeszło nam na tym zwiedzaniu i leżakowaniu ,to pędem goniłyśmy na perony, aby zdążyć na czas.
Ja pierwsza miałam pociąg ,więc dziewczyny pożegnały mnie znaną piosenką "Nie płacz kiedy odjadę ..." i pognały na swoje perony .
Moje kochane laseczki: Aniu,Haniu i Gosiu to był bardzo udany weekend,ogromnie się cieszę ,że poznałam Was wszystkie osobiście i dziękuję z całego serducha za te wszystkie cudowne chwile jakie było dane nam przeżyć .
Jesteście wspaniałe,tryskające energią, z ogromnym poczuciem humoru,wrażliwością oraz dystansem do siebie .
Połączenie nas 4 to jak mieszanka wybuchowa.
Każda z nas jest inna, jednak wiele nas łączy i to nie są wcale tylko zamiłowania do robótek .Nadajemy na tych samych falach i rozumiemy się bez słów .
Z każdą z Was mogłabym rozmawiać godziny i nigdy by mi się to nie znudziło .
Musimy koniecznie powtórzyć ten nasz wypad,tylko teraz obmyślę jaki kierunek obrać .
Gosia napisała,że pojechałaby za nami nawet do Berlina,więc kochana trzymam za słowo,obyś się czasem nie zdziwiła haha:)Kochana Arabia Saudyjska musi jeszcze trochę poczekać ;)
Jest wiele dziewczyn na blogach z jakimi miałabym też ogromną ochotę i przyjemność się spotkać ,także nastepnym razem spróbujemy się skrzyknąć,a nóż widelec będą chętne na nasze "waryjatkowe " towarzystwo i będą miały gdzieś po drodze.
A na sam koniec pozwólcie ,że zacytuję słowa naszej Anulki
"Niemożliwe jest możliwe " ,a od siebie dodam,że czasem świat wirtualny może stać się przyjemną rzeczywistością .
I tego Wam wszystkim życzę .