sobota, 5 września 2015

Potrzeba matką wynalazku

Jak to dobrze,że Joasia wydłużyła termin nauki tych cholernych węzełków żebrowych .
Dziś jest ostatni  dzwonek, aby coś jeszcze zdziałać i zaliczyć 3 zadanie.
Co prawda moja pierwsza próba z tym węzełkiem była już pokazana ,ale to był tylko malutki kawałek,robiony nad jeziorem na oślep.Jednym słowem totalna klapa.
Ale nie liczcie ,że dziś będzie lepiej.
Ja nie wiem co jest z tym węzłem ,ale tak mi dał w kość jak żadna inna praca.
Mówię sobie albo jestem ciemna masa ,albo jakaś niekumata albo mam jakiś kryzys.
Inne przeplatanki jakoś szybko ogarnęłam ,ale te"żeberka" spędzają mi sen z powiek.

Podchodziłam  do nich nie raz, nie dwa i ciągle nie wychodziło.
Brak sznurków, podkładki spotęgował tylko  uczucie nerwowości.

Wreszcie któregoś dnia załapałam w czym rzecz ufffff!!!

Na razie to wychodzi takie nijakie,bo i sznurek miałam za miękki,a inne co posiadam są albo za grube , albo za śliskie i zawsze jest coś nie tak .

Obiecałam Joasi ,że jak uda mi się zrobić pracę w całości to dorzucę .
Także ponownie jeszcze raz banerek do nauki makramy 



I cóż ja mogę Wam powiedzieć o mej pracy?
Chyba tylko tyle,że zastosowałam w niej koraliki miracle w kolorze złota .
Resztę sami dopowiecie ,tylko za bardzo mnie nie zjedźcie haha :)
Nawet nad fotkami nie miałam czasu popracować
 i są tylko 3 +kolaż,ale wiadomo ,że dziś sobota to i czasu mało,trzeba nadgonić cały tydzień w jeden dzień .





Moja mordęga w kwestii makramy chyba na razie dobiegła końca i tu spieszę z tłumaczeniem tytułu posta.
Miałam dość kombinowania na czym robić te węzełki ,bo ileż można się męczyć .
Dlatego zmajstrowałam sobie prowizorkę ze steropianowego bloczku,jaki pozostał po ocieplaniu budynku.Owinęłam go starym obrusem i przyczepiłam szpilkami.Na razie taka wersja mnie zadowala mimo ,że gabarytowo jest to dosyć spore.
Jak to mówię "lepszy rydz niż nic" i teraz mogę porobić coś więcej .




Nawet zaczęłam robić kolejną bransoletkę ,ale okrutnie męczyłam się z nawlekaniem koralików ,węzełki mi źle wychodziły dlatego na razie zrezygnowałam  i wszystko zburzyłam .
 A zapowiadało się coś takiego 


Jak na złość bloger podczas pisania płatał mi  figle i nie mogłam ani fotek dodać ,ani nic pisać .
Także zamiast szybko rozprawić się zeszło mi na pisaniu dłużej niż zwykle.
Ciekawe czy szybko uda się opublikować tego posta?

Także ja idę próbować wrzucić moje wypociny  .
Jest dokładnie godzina 19:43 ,zobaczę ile czasu mi to zajmie.

Do zaś kochani :)


piątek, 4 września 2015

Trzyrzędowa nr.2

Czy Wy kochani zdajecie sobie sprawę z tego,że dziś jest nasz ulubiony dzień-piąteczek?
Z pozytywnych wiadomości mam też taką,że nareszcie padał deszcz i zrobiło się chłodniej .
Nawet doniczkowe kwiaty z tego faktu bardzo się ucieszyły i wszystkie powędrowały na balkon korzystać z darmowego prysznica .

Uwierzcie mi to nie koniec mojego szczęścia .
Niedawno udało mi się wygrać w totka  stówkę ,którą oczywiście przeznaczyłam na kolejny kupon i zakupy koralikowe.
W tym tygodniu ten wysłany kupon znów okazał się szczęśliwy i wpadła mi do portfela kolejna  mała sumka .
Nadal nie koniec tych przyjemności,bo dziś wraz z przesyłką dostałam pewien śliczny gratisik,za który jeszcze raz ogromnie dziękuję .
Nie będę pisać co ,ile  i od kogo,bo chyba nie wypada ,także siedzę cicho i nic nie zdradzam 

A dziś chcę pochwalić się moją drugą próbą zrobienia 3-rzędowej bransoletki.
Aby nabrać wprawy,trzeba ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć ,bo za chwilę z głowy wyfrunie jak to było.

Nadal mam problem z długością sznurków jakie trzeba użyć w tych różnych bransoletkach i z reguły zawsze ucinam za długie.
A przecież marnotrastwo nie jest wskazane.


Muszę przyznać ,że w porównaniu z brzoskwiniową tutaj  wyszła lepiej,bo nie popełniłam pewnych błędów co w tamtej
Użyte do bransoletki koraliki to  perłowe zielone (10 mm) w dwóch odcieniach .
Natomiast zapięcie jest regulowane ,gdyż nie wiem kto zostanie jej posiadaczem.

Nie obyło się też bez kolejnej sesji z muszlami.
Ach jak ja lubię bawić się takimi połączeniami i fotkami:)))
Tylko co ja bidulka zrobię jak mi się te muszle skończą haha:)

No dobra czas na fotorelację 









 A tak prezentują się obie 3-rzędówki razem 




Na sam koniec zostawiłam sobie przyjemność tworzenia kolaży 



Ciekawa jestem  jakim kolorem teraz będę plątać te węzełki .
Ma ktoś jakieś pomysły?
Chętnie posłucham podpowiedzi ,więc piszcie śmiało .

Na zakończenie dziękuję przeogromnie,że mimo braku czasu znajdujecie go,aby do mnie zajrzeć i poczytać .Osobom komentującym szczególne podziękowania zostawiam ,bo wiem ile czasu zabiera naskrobanie kilka słów.

Wieczorkiem Was odwiedzę bo teraz muszę lecieć załatwić kilka spraw.

Buziaczki moje mróweczki 

Do zaś :)





środa, 2 września 2015

Podsumowanie brzoskwiniowego kolorku


Kochani czas na podsumowanie sierpniowej zabawy,w której jak zawsze wzięły udział  moje kochane Artystki Kolorystki.
Przyznaję się bez bicia,że kolor brzoskwiniowy nie jest łatwy do zinterpretowania i do końca nie jest określony, czego miałyście okazję doświadczyć na własnej skórze haha:)

Jednak udało się hura!!!!!

Dziewczyny nieźle poszalały  różnymi technikami ,wprawiły w osłupienie nas wszystkich.
Chyba jestem szczęściarą ,że aż tyle Was bawi się co miesiąc w kolorki i w większości to jest Wasza zasługa.

Poniższe kolaże pokażą jakie mamy zdolne "bestyjki " pośród blogerek 






Czyż nie są cudowne  te nasze prace?

Ale to jeszcze nie koniec podsumowania,bo w sierpniu pojawiły się carvingowe prace,które są świetne i nie do podrobienia.
Nie wspomnę o zabawie jaka towarzyszy tym pracom.
Śmiałam się sama do siebie  ,że bawię się niczym małe dziecko i wymyślam marchewkowego "ludzia" haha,znaczy płeć piękną :)
Mam nadzieję ,że w tym miesiącu więcej dziewczyn odważy się na warzywne manewry .

Nasze kuchenne rewolucje pogrupowałam i powstały 3 kolaże.

Pierwsza grupa  to  brzoskwiniowe różności  

Drugą  grupę stanowią "deserowe szaleństwa "

Trzecia grupa jest najbardziej zabawna i rozrywkowa ,to taki mały gang marchewkowych łobuziaków, a wśród nich znajduje się  "bransoletkowa strojnisia".



Kochani zróbmy wszystko,aby w tym miesiącu powstało dużo pięknych ,zabawnych i oliwkowych prac.
Proszę nie zawiedźcie państwa "Stefanowskich" ,bo  zrobili się bardzo głodni i czekają na oliwkowe kąski .

Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)




wtorek, 1 września 2015

"Shambo-oliwka " do codziennego użytku

Hey .
Jak szaleć to na całego i dziś Wam to udowodnię .

Brzoskwinię zrobiłam pod koniec sierpnia,za to za oliwkową pracę  zabrałam się od razu,nie odkładając nic na potem.
Moja praca powstała nie tak dawno ,bo popołudniową porą.

Nie powiem ,żeby z butów wywalała ,jednak wytyczne się zgadzają, a ja będę miała bransoletkę do codziennego użytku .
W końcu to jeden z kolorów jaki uwielbiam jeśli idzie o ciuchy czy dodatki.

A może powinnam się gdzieś zaciągnąć do armii ,skoro odpowiadają mi takie "khakowe " barwy wojenne :)))
Do tego mam zielone oczy ,wpierniczam dużo zieleninki,więc w genach przypisany jest mi ten kolorek od urodzenia .

Jednego co nie znoszę to smaku oliwek i nie "leżą" mi całkowicie ,a właściwie mojemu podniebieniu .
Ale już oliwa z oliwek to zupełnie inna sprawa i jaka zdrowotna.

Aby stało się zadość najpierw wrzucam  banerek  i link do oliwkowej zabawy 


Bransoletka, bo o niej mowa powstała z koralików oliwkowo-czarnych,które na żywo wyglądają o wiele lepiej niż u mnie na fotkach.
To taka najzwyklejsza szambala ,ale przecież na co dzień nie jest mi potrzebna jakaś wystrojona,błyszcząca  i mocno zakręcona biżutka .

Do wyplecenia jej użyłam dwóch  kolorów sznurków,bo jednego by mi chyba zabrakło.
Malutkie oliwkowe koraliczki pochodzą  ze zbiorów mojej Karolci .Szkoda,że ten jej zestaw kreatywny powolutku się kończy,bo ciągle coś jej  podbieram.

Kochani przy okazji dziękuję za tyle pozytywnych komentarzy odnośnie mojej brzoskwioniowej bransoletki klik .Jest mi miło,że  również nie ona sama ale i fotki z nią przypadły  Wam do gustu.

Cóż ,lubię dbać nie tylko o same prace ,ale też o ich prezentacje i estetykę .
Fotografia to jest coś czego kiedyś też bym chciała sie uczyć ,bo bardzo mnie pociąga taka dziedzina .
Wyciskam z tego mojego aparatu wszystkie soki,aby coś wyszło w miarę pozytywnego.Nie zawsze się udaje ,ale ciągle próbuję .

I tak jest z dzisiejszą bransoletą .
Tym razem postanowiłam zaprezentować ją nie na muszli jak ostatnio,ale na kawałkach brzozowych patyczków.
A jak to wyszło zaraz się przekonacie.
Nie jest źle,ale zawsze mogłoby być lepiej ,dlatego sporo pracy przede mną w fotografii.

Dobra, nie gadam już więcej ,bo czasu mało 
Przygotujcie się na sporo fotek.

A tak wyglądają  koraliki oliwkowo-czarne widziane z bliska .
Ich nazwa wyleciała mi z głowy,ale dziewczyny biżutkowe z pewnosią wiedzą o jakie chodzi 


Zapięcie wykonane na jeden z koralików a całość pasuje idealnie do mojego rozmiaru nadgarstka.


I tu już "brzozowa"sesja zdjęciowa









Jeszcze tylko kolaż i myślę ,że zadanie zostanie mi zaliczone 


Teraz pozostało tylko skupić się na oliwkowych podbojach kulinarnych i wrześniowe wyzwanie przejdzie do historii:)
Haha może nie tak szybko z tą historią, bo najpierw Wy też musicie wykazać się kreatywnością i pomysłowością .
Jestem pewna,że zrobicie to o wiele lepiej niż ja .

A teraz zmykam oblać się zimną wodą ,bo duchota jest nie do wytrzymania.
Cieszę się ,że od jutra wreszcie zrobi się chłodniej .
Nie myślałam ,że kiedyś to powiem ,ale mam dosyć lata i tęsknię za jesiennymi,chłodnymi  wieczorami .

Buziaki kochani :)
Do następnego klikania :)